sobota, 5 września 2015

JAK OSZCZĘDZAĆ NA KOSMETYKACH - CZĘŚĆ 1 - MOJA HISTORIA

Czy jesteś w stanie policzyć wszystkie swoje kosmetyki, czy sama myśl o tym przyprawia cię o zawrót głowy? Czy przechadzając się między półkami w drogerii czujesz nieodpartą chęć kupienia czegokolwiek? Ile jest warta Twoja domowa kolekcja kosmetyczna?

Lubię kosmetyki. Lubię się "maziać", "ciapać", "paciać" i "smarować". Oj tak. W sumie nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że stale powiększająca się sterta kosmetyków, zaczęła dezorganizować moje życie. Pod wieloma względami. Po pierwsze kradła moją przestrzeń. Szampony, odżywki, kremy, balsamy, olejki i wszystkie inne mazidła zajmowały każdy wolny kąt mojej łazienki. Jeszcze chwila a wylądowałaby na parapecie. Po drugie - zabierała mój cenny czas. Proste czynności typu - kąpiel czy prysznic, zaczynały się wydłużać o czas rozmyślania nad tym, którego żelu pod prysznic użyć i często jeszcze o czas przeszukania wszystkich półeczek i szafeczek w celu odnalezienia tegoż żelu. Po trzecie gołociła mój portfel! Niżej podliczę ile mniej więcej jest warta moja  (tylko!) makijażowa kolekcja kosmetyczna (pozostałość po rozrzutnym trybie życia). Nie wspomnę już, że stale rosnąca ilość kosmetyków wymagała dokupowania ciągle różnego rodzaju koszyków, kosmetyczek czy szafek, półek celem uniknięcia bałaganu.


Ile mam ja? I ile to wszystko jest warte?





Cztery tysiące złotych to średnio 333 złotych wydawanych miesięcznie, przez cały rok. Za połowę mniej, z całą pewnością mogłabym skompletować sobie zestaw kosmetyków (podkład, bronzer, róż, tusz do rzęs, kredka do oczu plus zestaw cieni) firm zwanych luksusowymi. Za jedną czwartą - tych nazywanych - wysokopółkowymi. Za jedną ósmą - z powodzeniem kosmetyczkę wypełniłabym kosmetykami średniopółkowymi. 
"Ta" kolekcja, to pozostałość po moim rozrzutnym stylu życia. Obecnie nie dokupuję żadnych kosmetyków. Używam tego, co już mam. Drogerie omijam szerokim łukiem. Wykorzystuję zapasy (mam jeszcze sporo kosmetyków makijażowych, które nie zostały nawet rozpakowane). Nie wspomnę już o perfumach, lakierach do paznokci i kosmetykach pielęgnacyjnych. Masakra. Oszczędny styl, prowadzę już ponad rok a moje zapasy są w dalszym ciągu imponujące. Boję się myśleć, ile miałam tego wcześniej, bo prezentowana wyżej "kolekcja" już i tak została uszczuplona podczas porządków jakiś tydzień temu.
Cztery tysiące złotych... wystarczyłoby na telefon, tablet czy komputer a może na fajną wycieczkę zagraniczną? Nie oszukujmy się - wiele można kupić za 4000 zł. W moim mieście, tyle średnio kosztuje metr kwadratowy mieszkania. Tymczasem ja bezmyślnie wydałam te pieniądze na kilogramy chemii, którą prędzej wyrzucę (ze starości) niż zużyję. Niestety.

Jeśli  nie chcecie popełniać takich błędów, jeśli chcecie poznać moje sposoby na ograniczenie ilości kupowanych kosmetyków  i uporanie się z nałogiem "chęci posiadania i dokupowania" to zapraszam do części 2, która pojawi się już wkrótce na moim blogu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz